Najnowsze wpisy


Kolosy 2019
13 marca 2019, 22:32

Szybkim krokiem zmierzaliśmy w stronę dworca. Byłam w środku pasjonującej rozmowy z Maksem. Nasza dyskusja właśnie zaczynała się robić ciekawa gdy nagle… Przewrócił się. Prosto do, na szczęście płytkiej, kałuży. Jego spodnie były rozdarte na kolonie, a on sam cały był w błocie. Niestety bardzo się spieszyliśmy więc nawet nie zdążył się otrzepać, a już musiał ruszyć dalej. I gdy tak szedł z miną zbitego pieska to mimo tego, że bardzo tego nie chciałam, wybuchłam głośnym śmiechem. 

A wszystko zaczęło się od tego, że wybraliśmy się na Kolosy w ramach zbiórki. Pojechaliśmy aż do Gdyni gdzie staliśmy w dość krótkiej kolejce (czego raczej nie doświadczyli ludzie za nami) co uratowało nas od stania w deszczu. Wchodząc na salę trafiliśmy akurat w środek prelekcji, z której nie wyciągnęliśmy wiele z powodu całego zamieszania związanego z rozsiadaniem się. Szczęśliwym trafem nie musieliśmy długo czekać na rozpoczęcie kolejnej, na której zostaliśmy już do końca (z resztą tak samo jak na trzech następnych). Dowiedzieliśmy się czym jest highline (slackline na wysokości) oraz poznaliśmy zakątki górskich wiosek Bułgarii. Cała historia opowiedziana była w bardzo wesoły, zabawny sposób przez pana Krzysztofa Kaczmarka i jego córkę Pamelę, którzy między innymi, opowiedzieli nam historię o tym jak to kiedyś jako stanowiska do zaczepienia taśmy użyli samochodu kolegi zamiast skały. Dzięki tej miłej, rodzinnej atmosferze zostaliśmy wprowadzeni w przyjemny nastrój i z niecierpliwością czekaliśmy na to co zostanie nam przedstawione przez następnych podróżników. I nie zawiedliśmy się, bo historia pani Liwii Klich i jej partnera Sebastiana Mazura naprawdę nas zachwyciła. Ta para zakochanych przez całe dwa lata (!) podróżowała przez Amerykę na… Motocyklu! Przebyli łącznie ponad 85000 kilometrów, odwiedzili siedemnaście krajów, podziwiali cuda przyrody, doświadczyli jazdy najwspanialszymi trasami świata i poznali po drodze tysiące ludzi, przy okazji angażując się w wiele akcji charytatywnych. Nic dziwnego, że ta wyprawa była nominowana do tzw. Wyczynu Roku. Za to następna osoba nominowana była do kategorii Podróży. Grzegorz Ozimiński, samotny wędrowiec, który przebył samotnie (a przynajmniej od pewnego momentu samotnie) Continental Divide Trail. Cała historia zaczyna się w momencie, w którym pan Grzegorz i jego przyjaciel Maciej Stromczyński wpadli na pomysł wyruszenia w tą niemożliwie długą i żmudną drogę. Niestety od miasteczka Silver City pan Ozimiński szedł sam, ponieważ jego kolega odłączył się z powodów prywatnych. I wtedy zaczęła się prawdziwa zabawa. Na średniej wysokości ok. 3000 metrów nad poziomem morza, spędził 129 dni, po drodze wspiął się na najwyższy szczyt Gór Skalistych, Mt. Elbert (4401 m), i łącznie przemierzył „granią kontynentu” ok. 4750 km przez pięć amerykańskich stanów – Nowy Meksyk, Kolorado, Wyoming, Idaho i Montanę. Z jego opowieści zapamiętałam głównie historię o gazie pieprzowym, który domyślnie przeznaczony był dla niedźwiedzi grizzly, których na całej swojej trasie spotkał tylko dwa. Szczęśliwie, i dla niedźwiadków i dla pana Grzegorza, gaz nie był użyty ani razu. 

Prowadzący następnej prelekcji może i nie był do niczego nominowany, ale na pewno zadziwił wszystkich swoją ekspedycją do Gujany Francuskiej. Swoją drogą, za ten konkretny projekt reporterski otrzymał Nagrodę im. Andrzeja Zawady. …............. Tomasz Owsiany - reporter, autor książek, artykułów i pokazów podróżniczych, przedstawił on nam życie w Gujanie w bardzo barwny sposób. Opowiedział o czterech mniejszościach etnicznych na Maronach rozpoczynając. To właśnie z nimi nasz podróżnik uczestniczył w przesłuchaniu zmarłego, które miało za zadanie sprawdzić czy rzeczony przesłuchiwany, za życia, nie popełnił czynu, który mógłby zaszkodzić wiosce.  Następnie wysłuchaliśmy części wykładu na temat skutków modernizacji Amerindianów i fragmentu wywiadu  z szamanem-prorokiem Pidimą, który niegdyś założył kult cargo. Wśród Hmongów gromadził historie ich ucieczki z ogarniętego wojną Laosu i oswajania gujańskiej ziemi. Nad rzeką Maroni pomieszkiwał w artystycznym squat’cie wśród francuskich outsiderów, a z biura prasowego Gujańskiego Centrum Kosmicznego śledził odpalenie rakiety Ariane 5. Przeniknął też do świata nielegalnych poszukiwaczy złota - największej plagi gujańskiego interioru i opowiedział nam o brutalnym światku najniższych grup społecznych. Wychodząc z sali po tym referacie czułam się prawie jak ekspertka (choć z przykrością muszę stwierdzić, że nią nie byłam i nie jestem :c).

I to były Kolosy. Ekscytujące, interesujące, zadziwiające i zachwycające. Żałowałam, że musiałam wyjść tak szybko i mogłam zobaczyć tak mało. Ale mówi się trudno. Razem z resztą drużyny wyszłam z budynku. Szybkim krokiem zmierzaliśmy w stronę dworca. Byłam w środku pasjonującej rozmowy i… resztę historii już znacie ;)).

09.03.2019

Autorki: Oliwia Filbrandt, Natalia Gozdek /23SDSH